Aż 40 posłów Partii Konserwatywnej zgodziło się podpisać list wyrażający brak zaufania do premier Theresy May – poinformował w niedzielę „Sunday Times”. Zdaniem gazety liczba przeciwników szefowej rządu wzrosła i brakuje zaledwie 8 podpisów, aby formalnie rozpocząć procedurę wyboru nowego lidera partii. Spekuluje się też o tym, że niektórzy proeuropejscy posłowie Partii Konserwatywnej mogą zagłosować tak jak opozycyjna Partia Pracy, aby zmusić premier May do złagodzenia strategii ws. Brexitu. Tymczasem inny tabloid „Mail on Sunday” donosi, jakoby szefowa rządu stała się zakładnikiem Borisa Johnsona (szefa MSZ), oraz Michaela Gove (ministra środowiska), którzy opowiadają się za „twardym” Brexitem.

W zeszłym tygodniu szef unijnych negocjatorów poinformował, że wciąż nie udało się przełamać impasu w rozmowach, a przewodniczący Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani przyznał w wywiadzie prasowym, że Wielka Brytania powinna zapłacić przynajmniej 60 mld EUR do unijnego budżetu po wyjściu z UE, tymczasem Londyn nadal pozostaje przy 20 mld EUR pomimo pojawiających się co pewien czas plotek, że Theresa May przygotowuje nową ustawę w tej sprawie z wyższą kwotą. W efekcie gazeta The Independent podała powołując się na źródła zbliżone do szefa unijnych negocjatorów, że UE przygotuje plan działania na wypadek fiaska negocjacji ws. Brexitu. 

O tym, że czarne chmury cały czas wiszą nad rządem premier Theresy May, rynek wiedział od dawna – zaledwie nieco ponad miesiąc temu szeroko komentowano jej fatalne wystąpienie na konwencji Partii Konserwatywnej, po którym pojawiły się krytyczne wobec jej zdolności przywódczych głosy, a później kolejne plotki pojawiły się przy okazji szczytu przywódców Unii Europejskiej w końcu października (tam w kuluarach obawiano się, że pozycję słabnącej May zajmie w rządzie antyeuropejski Boris Johnson). W zeszłym tygodniu doszły do tego informacje o odejściu dwóch ministrów z rządu po ujawnieniu afer z nimi związanych, a przeprowadzone przez ośrodki badania opinii publicznej ankiety pokazały słabnące zaufanie do rządu w społeczeństwie (opinie, że nie poradzi sobie z Brexitem), przy rosnącym poparciu dla opozycyjnych laburzystów, którzy mogliby wygrać wybory do parlamentu (gdyby teraz takie zostały przeprowadzone). Dla niektórych polityków Partii Konserwatywnej taka sytuacja z oczywistych względów zaczęła być coraz mniej komfortowa. Zwłaszcza, że sama partia jest wewnętrznie podzielona za sprawą Brexitu, który jest traktowany przez niektórych jako „fatalny prezent” od byłego premiera Davida Camerona. Problem jednak w tym, że ewentualne wotum zaufania wobec premier (jeżeli uda się uzbierać minimalne 48 głosów pozwalające rozpocząć procedurę zmiany szefa partii) wiele nie da – właśnie ze względu na wspomniany podział.

Sytuacja Partii Konserwatywnej właśnie przez Brexit jest nieco „schizofreniczna” i ostatecznie mocno ją osłabi. W partii brakuje kandydata na nowego lidera, a ewentualna kandydatura Borisa Johnsona nie uzyskałaby akceptacji chociażby ze strony posłów o pro-europejskich poglądach. Tymczasem w sytuacji, kiedy rząd jest mniejszościowy i musi posiłkować się wsparciem ze strony północnoirlandzkich unionistów z DUP, każdy głos jest na wagę złota. Ostatecznie, zatem całe to polityczne zamieszanie doprowadzi do rozpisania kolejnych przedterminowych wyborów, gdyż w najbliższych tygodniach może się okazać, że premier May nie uzyska poparcia w parlamencie dla kolejnej wersji tzw. „ustawy rozwodowej” zakładającej możliwość zapłacenia większej sumy do budżetu UE, niż proponowane przez Londyn 20 mld EUR. Przyspieszone wybory tak jak już pisałem najpewniej wygrałaby Partia Pracy opowiadająca się za tzw. miękkim Brexitem. To jednak sprawi, że Wielka Brytania straci kolejne kilka miesięcy w kluczowych negocjacjach z UE, które sprawią, że rynki zaczną się obawiać wystąpienia twardego i być może też chaotycznego Brexitu w marcu 2019 r. Wiele będzie, zatem zależeć od politycznych decyzji w ramach Unii Europejskiej (wydłużenie negocjacji i specjalny, warunkowy okres przejściowy), która słusznie, że zaczyna przygotowywać już teraz tzw. „plan B” na wypadek zaistnienia niekorzystnych scenariuszy.

Co to wszystko może oznaczać dla funta?

Czarne chmury nad funtem

Dwa tygodnie temu emocjonowaliśmy się decyzją Banku Anglii, który jak się okazało „warunkowo” podniósł stopy procentowe (szanse na dalsze zacieśnienie w nadchodzących miesiącach są równe zeru). To ucięło jeden z istotnych argumentów dla tych, którzy widzieli możliwość aprecjacji funta w nadchodzących miesiącach. Jutro (we wtorek) czeka nas istotna publikacja – poznamy dane nt. październikowej inflacji CPI (jeżeli dane, w tym ujęcie bazowe utrzymają się w granicach prognoz, to da to dodatkowe argumenty za przeceną funta). Poza tym w tym tygodniu mamy też dane z rynku pracy, czyli wynagrodzenia i bezrobocie (środa), oraz dynamikę sprzedaży detalicznej, czyli ważną miarę konsumpcji (czwartek). Kluczowym argumentem dla funta będzie polityka. Tak jak napisałem w poprzednim akapicie – jeżeli okaże się, że grupa 40 posłów Partii Konserwatywnej zacznie torpedować działania rządu, a zwłaszcza te zmierzające do uchwalenia nowej wersji „ustawy rozwodowej”, która może być niezbędna do tego, aby móc w grudniu zakończyć pierwszy etap negocjacji ws. Brexitu – to wizja przedterminowych wyborów będzie coraz bardziej realna. To znacznie lepszy wariant od trwania słabego rządu Konserwatystów i dalszych spekulacji wokół losów Theresy May, oraz ewentualnej pozycji Borisa Johnsona.  

Warto zerknąć w tym momencie na wykres tygodniowy koszyka handlowego funta, który był już przytaczany z prezentacją scenariusza rozwinięcia się kolejnej fali spadkowej. Teraz staje się to bardziej prawdopodobne, niż wcześniej, przy czym zniżki wcale nie muszą doprowadzić do wyraźnego naruszenia minimum z października 2016 r. przy 73,7 pkt., o ile scenariusz przyspieszonych wyborów zacznie być szybko dyskontowany przez rynek.

Na wykresie GBP/USD rośnie prawdopodobieństwo wejścia w kolejną falę spadkową analogiczną do tej obserwowanej na przełomie września i października. Jej celem mogłyby stać się okolice 1,27, gdzie można wyznaczyć linię trendu wzrostowego opartą o minima ze stycznia i marca. Alternatywą dla par z funtem mogą być też zestawienia GBP/NZD, czy GBP/JPY, gdzie można zauważyć sygnały możliwego wzmocnienia lokalnych walut w nadchodzących tygodniach.

źródło: wybrane fragmenty dot. funta szterlinga z komentarza walutowego DM BOŚ / BossaFX, autor: Marek Rogalski