Magazyny amerykańskich i szkockich gorzelników pękają w szwach. Bourbon zalewa Kentucky, a whisky Szkocję. Co to oznacza dla rynku mocnych alkoholi?

W stanie Kentucky leżakuje obecnie 5,7 mln beczek bourbona. Zdaniem Kentucky Distillers’ Association jest to najwyższy poziom od 40 lat. Źródłem pękających w szwach magazynów jest ogromny wzrost produkcji. W ciągu roku do leżakowania trafia obecnie 1,3 mln beczek. W 1999 r. roku tutejsze gorzelnie opuszczało zaledwie 485 tys. To nie koniec, producenci bourbona zamierzają zainwestować w rozwój zakładów ponad 1,3 mld dolarów w przeciągu najbliższych 10 lat. Warto dodać, że ten amerykański stan już teraz odpowiada za 95 proc. światowej produkcji tego trunku.

Bourbon zalewa Kentucky

Dlaczego gorzelnicy z Kentucky zapełniają magazyny? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba najpierw poznać sposób produkcji bourbona. Trunek ten powstaje z większościowym udziałem destylatu kukurydzianego (minimum 51 proc.) i jest starzony w dębowych beczkach. Proces leżakowania oraz jego długość mają ogromne znaczenie dla finalnego kształtu napoju. Z prawnego punktu widzenia, nazwa bourbon jest zastrzeżona dla trunków, które dojrzewały w drewnie minimum 2 lata. W praktyce średni okres starzenia jest dłuższy i wynosi ok. 4 lat. W przypadku napojów z kategorii premium jest ponad 6-letni. W związku z tym gorzelnicy z Kentucky cały czas muszą tworzyć prognozy rynkowe na kilka lat do przodu, żeby obecna produkcja była w stanie zaspokoić popyt w przyszłości i jednocześnie nie była za duża.

Sprzedaż bourbona w ostatnich latach rzeczywiście rośnie, co może zachęcać producentów do zwiększania stanów magazynowych. Według danych Distilled Spirit Council eksport bourbona i whiskey z Tennessee osiągnął w 2014 r. wartość 1 mld dolarów. Sprzedaż na rynku amerykańskim wzrosła z kolei w ciągu poprzedniego roku o 9,6 proc. do poziomu 2,7 mld dolarów. Tak wyglądał rynek w zeszłym roku. Tylko czy prognozy gorzelników nie są zbyt optymistyczne?

Ile szkockiej w Szkocji?

Z podobną sytuacją mamy do czynienia w Szkocji. W 2012 r. szkockie gorzelnie ogłosiły, że przeznaczą łącznie 2 mld funtów na rozbudowę infrastruktury produkcyjnej w przeciągu 3-4 lat. Już w 2013 r. roczna produkcja osiągnęła ponad 274 mln LPA (litrów czystego alkoholu malt whisky) i znajduje się na rekordowo wysokim poziomie. Dane za 2014 r. nie są jeszcze znane, ale w związku z ciągle rozbudowywanymi mocami produkcyjnymi wynik ten został prawdopodobnie jeszcze poprawiony. To nie koniec, według danych Scotch Whisky Association (SWA) w niedalekiej przyszłości powstać ma ok. 30 nowych destylarni na terenie całej Szkocji. Sytuacja ta skutkuje tym, że aktualnie mamy do czynienia z rekordowymi poziomami stanów magazynowych sięgającymi 3,6 mld litrów LPA (zarówno grain jak i malt whisky).

Problem polega jednak na tym, że sprzedaż szkockiej przestaje rosnąć, a nawet zaczyna spadać. Wartość eksportu whisky według SWA w 2012 r. osiągnęła poziom 4 mln 273 tys. funtów. Rok później gorzelnicy sprzedali poza granicę Zjednoczonego Królestwa trunki o łącznej wartości 4 mln 260 tys. funtów. Z kolei w 2014 r. było to już 3 mln 945 tys. O spadku mówią również najwięksi producenci. Koncern Diageo ogłosił w styczniu, że sprzedaż marek szkockiej będących w jego posiadaniu zmalała w zeszłym roku o 6 proc.

Przyszłość mocnych trunków

Szkocka - mocny trunek
Co to oznacza dla tego rynku w przyszłości? Czy już niedługo kupimy butelkę dobrej szkocką za bezcen? Nie do końca. Obecne zapasy są wprawdzie ogromne, ale składają się one głównie z bardzo młodej whisky. 50 proc. stanów magazynowych stanowi obecnie whisky maksymalnie 3-letnia. Nie powinno w związku z tym dziwić, że whisky single malt, coraz częściej trafia na rynek bez oznaczenia wieku i rocznika, jako whisky NAS (No Age Statement). Brakuje przy tym bardziej leciwych trunków. Już tylko 13 proc. zapasów to whisky starsza niż 13 lat, przy obecnym tempie jej butelkowania zapas ten wystarczyć może na niecałe 4 lata. Już dziś leżakujące przez wiele lat trunki są wprowadzane na rynek w ramach limitowanych edycji, których ceny stale rosną. W przyszłości staną się prawdziwymi „białymi krukami”, coraz droższymi obiektami pożądania wśród miłośników i kolekcjonerów tego trunku. Z drugiej strony należy się spodziewać, że rynek będzie w przyszłości zalewany przez młodą whisky, która będzie stosunkowo tania.

Jeśli chodzi o amerykańskie whiskey, to zauważyć można podobny trend jak w przypadku szkockiej. Producenci podnoszą wolumeny produkcji, starając się zaspokoić globalny wzrost popytu na whisky, z którym mieliśmy do czynienia w poprzednich latach. Niestety taki wzrost produkcji ma często również negatywny wpływ na jakość młodych, podstawowych whisky. Boom ten jednak zdaje się powoli wygasać, co widzimy w wynikach sprzedaży publikowanych przez największe koncerny. Może się to przełożyć w najbliższych latach na konieczność obniżania cen detalicznych dla podstawowych wersji młodych whiskey z USA.

 Co ciekawe, w segmencie starych amerykańskich whiskey, w szczególności dwudziestoletnich lub starszych bourbonów destylowanych w renomowanych gorzelniach, widać już wzrost zainteresowania podobny jak w Szkocji. Popularnością na aukcjach cieszą się starsze edycje choćby Pappy van Winkle’s. Za 23-letniego bourbona z tej destylarni na początku 2014 r. trzeba było zapłacić około 600 euro. Obecnie chcąc nabyć butelkę takiej whiskey musimy się liczyć z wydatkiem rzędu 1500 euro. Sytuacja przedstawia się podobnie w przypadku bourbonów z zakładu A.H Hirsch. Za butelkę 16-letniego trunku z lat 60. płacono jeszcze rok temu na whiskyauction.com 600 euro, gdy teraz butelka z tej edycji to koszt blisko 1300 euro. Można w związku z tym powiedzieć, że bourbon i szkocka idą podobną „drogą”. Stare, unikatowe trunki zyskują na wartości, a młode i produkowane masowo zalewają magazyny.

źródło: Wealth Solutions