Według różnych prognoz w 2015 r. brytyjska gospodarka ma wzrosnąć o około 2,4 – 2,7 proc. Brytyjczycy po cichu liczą, że w tym roku po raz kolejny na wzrost gospodarczy spory wpływ będą mieli imigranci z Europy Środkowo-Wschodniej.

Z opublikowanego w listopadzie raportu prof. Christiana Dustmanna and dr. Tommasa Frattiniego wynika, że między 2001 a 2011 r. imigranci zapłacili fiskusowi około 5 mld funtów. Poza tym byli też tańsi dla budżetu – prawdopodobieństwo, że będą korzystać z zasiłków i kredytów podatkowych było o 43 proc. mniejsze, a tego, że będą mieszkać w mieszkaniach socjalnych – mniejsze o 7 proc. Byli też przeciętnie lepiej wykształceni i częściej aktywni zawodowo niż Brytyjczycy oraz bardziej przedsiębiorczy.

Według danych Centre for Entrepreneurs do końca 2012 r. tylko polscy imigranci założyli prawie 22 tys. firm. Brytyjski rząd zachęca kolejne firmy z Europy Środkowo-Wschodniej do otwierania swoich oddziałów na Wyspach, kusząc dostępem do globalnych rynków, na których brytyjskie firmy są już od dawna obecne, oraz ogromną, międzynarodową, wysoko wykwalifikowaną siłą roboczą, bogatymi doświadczeniami w zakresie badań i rozwoju (B+R) oraz łatwością prowadzenia działalności gospodarczej (Wielka Brytania zajmuje ósmą pozycję w rankingu Doing Business).

Coraz więcej firm usługowych i produkcyjnych z Europy Środkowo-Wschodniej zerka na Wyspy. Licząc na wyższe wydatki i budżety, próbują dotrzeć do brytyjskich konsumentów poszukujących wysokiej jakości mebli, nieco innych produktów żywnościowych, tańszych usług medycznych, oprogramowania, a nawet usług fotograficznych czy drukarskich. Niestety, wiele firm musi jeszcze nauczyć się, jak poruszać się po wymagającym rynku na Wyspach.

Tymczasem dla brytyjskiego rządu Europa Środkowo-Wschodnia to również ogromne możliwości inwestycyjne oraz eksportowe. Najpierw stała się jednym z jedenastu priorytetowych rynków wzrostu dla brytyjskich firm.

– Polska to dynamicznie rozwijający się rynek, dlatego chcemy w jak największym stopniu wspierać brytyjskich przedsiębiorców w rozwijaniu tu potencjału. Ta wizyta to ważny element tego procesu – mówił lord Ian Livingston, minister ds. handlu i inwestycji, podczas tzw. Megamisji do Polski, Czech, Słowacji i Węgier, która odbyła się w marcu 2014. Na ten rok planowana jest kolejna – do Bułgarii i Rumunii.

Dodatkowo w sierpniu ubiegłego roku Daniel Kawczyński, poseł polskiego pochodzenia, został mianowany nowym przewodniczącym Ponadpartyjnej Grupy ds. Polski oraz specjalnym doradcą premiera Davida Camerona ds. Europy Środkowo-Wschodniej.

– Biorąc pod uwagę fakt, że w Wielkiej Brytanii żyje tylu Polaków – ponad 800 tys. – chcemy zaangażować tę ogromną diasporę i wykorzystać ją bardziej efektywnie, zwiększając wymianę miedzy oboma krajami. Wielka Brytania wciąż za mało eksportuje. Jesteśmy piątą gospodarką na świecie i bodajże ósmym lub dziewiątym eksporterem. Chcemy pod względem eksportu osiągnąć pozycję, którą mamy, jeśli chodzi o wielkość gospodarki – mówił Kawczyński w wywiadzie dla serwisu Why Emerging Europe.

Już od prawie roku Brytyjczycy promują w regionie brytyjską żywność. Już chwalą się, że udaje im się eksportować ją do supermarketów, barów i restauracji w 150 krajach. Tylko w 2014 r. rząd pomógł wysłać produkty żywnościowe ponad 2,5 tys. firmom.

Brytyjskie firmy chcą też działać w innych sektorach. Jesienią ubiegłego roku UK Trade and Investment zorganizował cztery konferencje z cyklu „Health and Life Sciences Exchanges”, m.in. w Warszawie, Pradze i Bukareszcie. Kolejne są przewidziane na pierwszy kwartał 2015 r. Na Wyspach sektor zatrudnia ponad 176 tys. pracowników w prawie 5 tys. firm, które generują około 50 mld funtów zysku rocznie. Firmy farmaceutyczne wydają rocznie na badania i rozwój około 4 mld funtów.

Brytyjczycy chcą teraz dzielić się swoimi doświadczeniami, jednocześnie korzystając z funduszy europejskich, które kierowane są do naszego regionu, przede wszystkim dlatego, że do tej pory – jak wynika z danych polskiego Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju – projekty współfinansowane przez Unię Europejską najczęściej realizowali Niemcy, Austriacy i Hiszpanie. Stawka jest spora, bo do 2020 r. do regionu ma trafić prawie 230 mld euro, z tego ponad 1/3 do Polski.

Płace

Tu Brytyjczycy nie są pozbawiani złudzeń. Płace w grupie wiekowej 25 – 29 lat spadły średnio o 12 proc. – i to w odniesieniu do płacy realnej. Jednak autorzy analiz stawiają pytanie: czy spowodował to napływ pracowników z krajów wschodnioeuropejskich? Wskazują też inną przyczynę – kryzys. Statystyki, na które się powołują, rzeczywiście mogą przerażać. Prawie milion Brytyjczyków poniżej 25. roku życia pozostaje bezrobotnych, wielu na bezrobociu jest więcej niż rok. Te same statystyki pokazują, że takie osoby wolą też zatrudnić się na part-time, niż być pełnoetatowym pracownikiem, co z kolei jest spowodowane niskimi zarobkami.

Analitycy przewidują jednak – i to jest oczywiście dobra wiadomość – że płace w ciągu najbliższego roku wzrosną do poziomu sprzed kryzysu, a liczba bezrobotnych spadnie w ciągu najbliższych trzech lat. Oczywiście nie wszyscy podzielają tę opinię, jednak na pewno wszyscy wiążą ją ze wzrostem brytyjskiej gospodarki. Jeśli gospodarka będzie miała kłopoty, płace nie wzrosną. Wzrośnie natomiast liczba bezrobotnych. O bezrobocie mogą się nie bać jedynie dobrze wykwalifikowani pracownicy w branży nowych technologii czy opieki medycznej. A niestety z kwalifikacjami u młodych Brytyjczyków jest dość słabo.

Badacze Jonathan Cribb i Andrew Hood z Institute for Fiscal Studies są zgodni co do jednego – recesja uderzyła dużo mocniej w młodych pracowników niż tych w wieku średnim. Spowodowane było to właśnie brakiem umiejętności oraz napływem wydajniejszej – nie zawsze tańszej – siły roboczej. To z kolei powoduje, że prognozy dla gospodarki wcale nie są takie złe. A to właśnie za sprawą „wykwalifikowanej i wydajniejszej siły roboczej.

źródło: czytaj cały artykuł na: http://elondyn.co.uk/newsy,wpis,19961

cooltura.co.uk