Wyznajemy kwietyzm i dobroludzizm, nie rozpoznajemy właściwie naszych talentów i nie szanujemy czasu. Maciej Gnyszka w swoim ebooku pt. „Katoliccy miliarderzy. Dlaczego nie ma ich w Polsce i jak bardzo są potrzebni?”[1] wskazuje, że przedsiębiorczy katolik ma w Polsce pod górkę. A przecież, jak podkreśla, bogaci parafianie to szansa dla całej wspólnoty, a zarabiać można także na chwałę boską. Czy bogactwo jest grzechem? Czy sama modlitwa wystarczy, aby dobrze zarabiać?

Dobroludzizm? Kwietyzm? Fideizm? Nie tędy droga[2]

Cel jest prosty: tworzymy firmy, by odnosić sukces. Dla siebie, ale także dla innych. Silna pozycja w branży to przecież m.in. miejsca pracy, a więc stabilizacja dla grupy ludzi i ich rodzin. Powinniśmy być odpowiedzialni, racjonalni, a decyzje podejmować z perspektywy gospodarczych potrzeb przedsiębiorstwa. Tymczasem… chorujemy na dobroludzizm.

- Dobroludzim to dążenie, by w każdej sytuacji za wszelką cenę było miło - mówi Maciej Gnyszka - ukułem ten termin, gdy w swojej pracy doradcy i fundraisera spotkałem się z myśleniem, że na przykład fundacja katolicka nie może być prowadzona jak firma, w tym sensie, że jej charakter uniemożliwia uruchomienie procesów naprawczych i np. działania na rzecz zmian personalnych. A przecież powinniśmy brać los w swoje ręce, a nie liczyć na siłę wyższą.

Z takim podejściem, którego elementem jest także myślenie życzeniowe, czyli „jakoś to będzie”, wiążą się inne postawy, które, podobnie jak dobroludzizm, stoją na przeszkodzie dążeniom do sukcesu. To kwietyzm i fideizm.

Kwietyzm, czyli nurt w kościele katolickim w XVII-XVIII w., charakteryzujący się całkowitym zdaniem na łaskę bożą, wyzbycia się trosk i nie pokładania nadziei na zbawienie we własnych staraniach. Innymi słowy, rezygnujemy z odpowiedzialności za czyny i przestajemy być siłą sprawczą. Kwietyzm zwalnia człowieka od wysiłku pod pozorem ufności w Bogu. Krótko mówiąc, to pułapka. Fideizm natomiast to pogląd filozoficzny i teologiczny głoszący prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi. Jest to antyracjonalizm lub irracjonalizm, ponieważ przyjmuje istnienie prawd niedostępnych poznaniu rozumowemu.

- Pamiętajmy, że także w biznesie droga dla katolików nie prowadzi przez modlitwę i gorące oczekiwanie - ale poprzez modlitwę i pracę: nad sobą i swoją firmą, z otaczającymi nas ludźmi, współpracownikami - na rzecz wspólnego sukcesu  - wyjaśnia Maciej Gnyszka, autor książki „Katoliccy miliarderzy”.

Brać odpowiedzialność, czyli „nie” dla fałszywego heroizmu

Fideizm, kwietyzm i dobroludzizm to grzechy główne współczesnego biznesu pod katolickim sztandarem. Główne, ale nie jedyne. - Czy słyszeliście o fałszywym heroizmie? - pyta Maciej Gnyszka - to postawa charakteryzująca się podejściem teoretycznie pełnym poświęcenia, a tak naprawdę całkowicie nieodpowiedzialnym.

Jak w historii właściciela firmy przechodzącej trudności. Zamiast koniecznej restrukturyzacji przedsiębiorstwa i podjęcia decyzji naprawczych, a więc wzięcia odpowiedzialności, zrezygnował z pobierania wypłaty, by nie być obciążeniem. Firma nie miała prawa przetrwać - upadła po dwóch miesiącach.

Aspiracja to nic chciwość. Rzecz o św. Maksymilianie Kolbe

Aspiracja to nie chciwość. Aspiracje są ważne. Musimy aspirować, by definiować cele. Tymczasem brak świadomych aspiracji to kolejny powód, dlaczego nie mamy w Polsce katolickich miliarderów. - Myśląc o sobie jako o dzieciach Bożych zadajmy sobie pytanie: czy zadowalanie się bardzo niskimi aspiracjami jest godne? Czy też może godzi się raczej, byśmy nie zadowalali się byle czym? - zastanawia się Maciej Gnyszka.

Dobrym przykładem jest św. Maksymilian Kolbe i gigantyczne aspiracje, które w sobie obudził i uznał za swoje. Do czego dążył? By podbić dla Niepokalanej wszystkich ludzi. Nie tysiące, nie setki, a miliardy[3]. Brak aspiracji to kolejny powód, dla którego nie mamy w Polsce katolickich milionerów. Brak aspiracji, to brak kośćca, a przecież…

Biznes może być drogą do świętości!

Nie ma nic złego w aspiracjach, sukcesie i zbieraniu efektów ciężkiej pracy. Przykłady można mnożyć: św. Maksymilian Kolbe, rodzice św. Tereski, dziś święci Ludwik i Maria Zelia Martin, oboje przedsiębiorcy. Jak podkreślił św. Josemaria Escriva: praca to miejsce do uświęcania się i prowadzenia działalności apostolskiej poprzez dobry przykład. Z kolei św. Ignacy Loyola powiedział, że trzeba tak się modlić, jakby wszystko zależało od Boga, ale działać tak, jakby wszystko zależało od nas samych. Wiara i działanie są nierozłączne!

Czy naprawdę chcemy coś zmienić?

Niestety, wydaje się, że z perspektywy zarówno Państwa, jak i hierarchii wygodniej jest tak, jak jest. Nie jest idealnie? Nie jest. Ale przynajmniej umiemy tak funkcjonować. - Inaczej mówiąc, nikt nie realizuje w pełni swoich postulatów, ale przynajmniej nie ma dymu. Dlatego Kościołowi instytucjonalnemu niekoniecznie musi zależeć na tym, by w Polsce pojawili się katoliccy miliarderzy. I, jak uczy nas historia, zmiana musi być w nas - podsumowuje Maciej Gnyszka.

Katoliccy miliarderzy

Maciej Gnyszka - przedsiębiorca, założyciel Towarzystw Biznesowych, twórca certyfikatu „Polski Ślad” i pierwszej polskiej agencji fundraisingowej Gnyszka Fundraising Advisors. Autor książek, m.in. „Dlaczego networking nie działa?” oraz ebooka „Katoliccy miliarderzy. Dlaczego nie ma ich w Polsce i jak bardzo są potrzebni?”.
Prowadzący program Gnyszka wyciska, autor bloga: www.maciejgnyszka.pl
Człowiek sukcesu, oddający Bogu co boskie. Jego motto to: „Pieniądze są jak glina dla garncarza – żaden garncarz nie powinien być dumny z tego, że ma duży magazyn surowca, tylko raczej chlubić się naczyniami swojej produkcji i tym, na jakich stołach służą”. Prywatnie szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.
www.maciejgnyszka.pl
https://www.facebook.com/MaciejGnyszkaPL

[1] ebook dostępny na: http://www.katoliccymiliarderzy.pl
[2] czytaj także: https://maciejgnyszka.pl/moze-kiedys-wreszcie-przestanie-byc-milo-czyli-przeciw-fideizmowi-kwietyzmowi-dobroludzizmowi
[3] Czytaj także: https://maciejgnyszka.pl/hardkorowy-maksio