Wydarzeniem czwartkowego dnia była decyzja Banku Anglii w sprawie stóp procentowych. Podniesiono je o 0,25 pkt proc. do 0,75 proc., zgodnie oczekiwaniami. Co jednak zaskoczyło rynek, to jednomyślność Komitetu Monetarnego, który głosami 9 do 0 zdecydował o podwyżce, podczas gdy spodziewano się dwóch głosów “przeciw”. W początkowej fazie funt nawet wyraźnie zyskiwał. Jednak podczas konferencji prasowej z udziałem Marka Carneya, przewodniczącego Banku Anglii, jego wartość w relacji do dolara spadła nawet poniżej poziomu sprzed publikacji, a w relacji do złotego cofnęła cały wzrost i ustabilizowała się na poziomie ok. 4,80 zł.

Być może po jednogłośnej podwyżce rynek spodziewał się bardziej “jastrzębiego” przekazu od Carneya, co jednak nie nastąpiło. Wraz z komunikatem po posiedzeniu opublikowano także sierpniową edycję Raportu Inflacji. Brytyjski bank centralny podwyższył o 0,1 pkt proc. projekcje inflacji i tempa wzrostu PKB na analizowany okres (za wyjątkiem PKB w 2020, który pozostał na niezmienionym poziomie).

Podkreślono także bardzo dobrą kondycję rynku pracy i niską stopę bezrobocia, która najprawdopodobniej jeszcze spadnie. W III kwartale 2021 r. inflacja ma wynieść 2,0 proc., czyli być zbieżna z celem inflacyjnym. Sprowadzeniu inflacji do tego poziomu mają pomóc trzy podwyżki stóp w najbliższych trzech latach.

Ogólny wydźwięk czwartkowych wydarzeń dla funta był pozytywny. Jednakże sam Bank Anglii w komunikacie podkreślił, że proces opuszczania UE przez Wielką Brytanię może mieć bardzo duże przełożenie na gospodarkę. Brexit i niepewność wokół tego procesu będą więc znacząco wpływać na wycenę funta, przynajmniej do fizycznego opuszczenia UE.

Brexit ważniejszy dla funta niż stopy procentowe

Zwykle podwyżka stóp procentowych wspiera lokalną walutę. W przypadku funta sytuacja jest jednak zdecydowanie inna. Po pierwsze dlatego, że była ona już praktycznie w pełni wyceniona. Po drugie kolejna, zgodnie z wcześniejszymi sugestiami banku centralnego, może być dopiero za rok.

Poza dwoma wymienionymi powodami dość ograniczonej reakcji funta jest też trzeci i to najważniejszy. Inwestorzy znacznie więcej uwagi poświęcają brexitowi, który fizycznie będzie miał miejsce za osiem miesięcy.

Uczestników rynku szczególnie niepokoi fakt, że przez ponad dwa lata Londyn nie ustalił nawet zarysu planu przyszłych relacji z Brukselą. Zaproponowany trzy tygodnie temu w postaci „Białej Księgi” pomysł utrzymania bezcłowego handlu pomiędzy UE i Wielką Brytanią i prowadzenia oddzielnej polityki handlowej z państwami trzecimi nie jest do zaakceptowania przez Unię ze względu na skomplikowany system rejestracji i oclenia towarów, które przekraczają granice Wielkiej Brytanii, ale ich miejscem przeznaczenia jest Unia (i odwrotnie).

„Biała Księga” przedstawia także mało korzystny plan dla brytyjskich usług finansowych, który może i byłby do zaakceptowania przez Unię, ale jest na tyle negatywny dla londyńskiego City, że jego wprowadzenie spowodowałoby migrację sektora na europejski kontynent. Niejasny jest także plan dotyczący przyszłej granicy Irlandii Północnej z Republiką Irlandii, co także pokazuje niemoc brytyjskiej administracji w znalezieniu logicznego rozwiązania podstawowych problemów opuszczenia Unii.

Niekończący się spór o formułę rozstania z Unią

Nie dość, że wyjście z Unii wyraźnie przerasta rząd w Londynie, to jeszcze nie do końca wiadomo, czy np. nowe wybory rozwiązałyby problemy. Laburzyści, chociaż są za bliższymi relacjami ze Wspólnotą, to nie adresują jasno np. powtórzenia referendum. Cześć członków Partii Pracy sprzyja także twardemu Brexitowi, czyli opuszczeniu Unii jeżeli Bruksela nie zgodzi się na warunki Londynu.

Podobnie wyglądają podziały u rządzących torysów. Część członków gabinetu Theresy May jest za miękkim brexitem (bliskie relacje z UE), a część za twardym. Generuje to znaczny poziom niepewności i zwiększa prawdopodobieństwie skrajnych scenariuszy.

W takim środowisku utrudnione jest planowanie m.in. inwestycji przez przedsiębiorców. Wpływa to także negatywnie na gospodarkę. Z analizy przedstawionej przez Bank Anglii na początku lipca wynikało, że PKB zwiększył się o 1 pkt proc. mniej w porównaniu do scenariusza sprzed referendum w 2016 r. Wcześniej Bank Anglii także szacował, że przeciętne gospodarstwo domowe straciło już 900 funtów na brexicie, który przecież jeszcze faktycznie nawet nie doszedł do skutku.

Obecnie ryzyko nieuporządkowanego brexitu rośnie, co nawet mogłoby oznaczać przecenę funta w kierunku 4,50 zł. Jest też nadzieja. Być może w tym całym szaleństwie jest metoda i zamieszanie zostanie wykorzystane do całkowitego odwrócenia brexitu. Ten scenariusz wcale nie jest absurdalny, uwzględniając to, co już widzieliśmy przez ostatnie trzy lata w Wielkiej Brytanii. Wtedy funt poszybowałby wyraźnie powyżej granicy 5 zł.

źródło: Cinkciarz.pl